Za co da się pokroić Bartek Jędrzejak?

Znany prezenter pogody i podróżnik opowiada o tym, dlaczego ograniczył jedzenie mięsa i co kocha jeść na co dzień? Bartek Jędrzejak i Jego dietetyczne wyznanie: „Dam się pokroić za…”

Bartek Jędrzejak fot. Olga Jędrzejewska
Bartek Jędrzejak fot. Olga Jędrzejewska

ZMIANA…

Paweł:
Dlaczego postanowiłeś zmienić swoją dietę?

Bartek:
Wyznaje w życiu zasadę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Po prostu życie. Kiedyś znajomi zaprosili mnie na kolacje. Było pysznie. Był chyba indyk albo faszerowany kurczak. Już nie pamiętam. Jadłem ze smakiem, żeby nie powiedzieć pałaszowałem, aż mi się uszy trzęsły. Do momentu powrotu do domu. Przechorowałem całą noc. Potem jakoś naturalnie organizm sam odrzucał mięsne potrawy. Brałem mięso do buzi i puchło mi w ustach. Ten smak źle mi się kojarzył.

Paweł:
Nie ufasz więc producentom mięsnych wyrobów…

Bartek:
Moja mama, która jest psychologiem klinicznym, opowiadała mi kiedyś przypadek młodego chłopaka, którego przyprowadzono do gabinetu na badania psychologiczne. Powód jego wizyty był jednak fizjologiczny… po prostu zaczęły mu rosnąć piersi. Po serii badań, okazało się, że jest uczulony na czerwone mięso i reaguje na hormony, którymi faszerowany jest drób. Jakby tego było mało, zupełnie przypadkowo, kilka razy napotkałem w sieci na filmy o produkcji mięsa. To mi w zupełności wystarczyło!

Paweł:
Jak kiedyś wyglądało menu Bartka Jędrzejaka, a jak wygląda teraz?

Bartek:
Kiedyś jadłem szybko, prawie wszystko i w drodze. Hot-dogi na stacjach, fast foody w biegu. Aby coś wrzucić i nie czuć głodu. Tempo dalej pozostało, ale teraz myślę o tym co jem. A kiedyś nie myślałem. Nie sprawdzam nerwowo etykiet. Nie przeliczam histerycznie kalorii, ale staram się jeść zdrowo. Teraz podczas podróży wolę kupić sok pomidorowy i słonecznik niż jakieś odgrzewane buły z parówką. Nie zmieniło się tylko tempo. I bardzo tego żałuję. Żyję szybko, zatem i jem szybko. Choć bardzo mocno staram się to zmienić.  

Paweł:
Jesteś fleksitarianinem, czyli ograniczasz spożycie mięsa, czy może już wegetarianinem?

Bartek:
Nie przywiązuję się do nazw i nie przynależę do żadnej z tych grup. Jem co lubię i czego potrzebuje mój organizm. Czasem mam ochotę na kawałek mięsa. Biorę kęs i jest ok. Jeśli jutro zachce mi się tatara to też zjem. Organizm sam mi dyktuje. Słucham go. Ale zdecydowanie bardziej wole warzywa i owoce, owsianki, kaszki, orzechy, humusy i inne takie (uśmiech)

NA TALERZU…

Bartek Jędrzejak

Paweł:
Ale jak to jest na co dzień?

Bartek:
Moje niejedzenie mięsa to nie jest manifest, a potrzeba. Nie obnoszę się z tym. Nie jem, bo po prostu nie lubię. A jeśli już, to tylko mięso sprawdzone. Na przykład wiejskie, od zaprzyjaźnionych rolników w mojej ukochanej wiosce między Kielcami, a Krakowem gdzie wypoczywam. I te jajka od “szczęśliwych” kur… Mniam

Paweł:
A jakie jest Twoje ulubione danie?

Bartek:
Jest ich wiele. Ale wszędzie, w każdym kraju, każdym miejscu na Ziemi, jeśli tylko jest… dam się pokroić za humus. Czyli pastę z ciecierzycy z tahiną, cytryną i czosnkiem. Jestem mistrzem humusu. Robię go sam w domu. Najpierw moczenie cieciorki. Przynajmniej 12 godzin. Potem gotowanie. Miksowanie. Tahina, cytryna, czosnek, sól, pieprz to baza. Może być też wersja na ostro. Może być z suszonymi pomidorami, kolendrą, czarnuszką. Czasem z curry czy kurkumą. Jak kto woli. Jak widzę humus to się trzęsę z radości.

Paweł:
Wielkie dzięki za rozmowę i smacznego humus po wsze czasy.


Polecam serdecznie profil facebookowy Bartka:
https://www.facebook.com/bartlomiej.jedrzejak/
i Jego stronę internetową:
http://bartekjedrzejak.pl


Bartek jest także członkiem Drużyny Szpiku.

 

Post Author: admin