Motywy ograniczania jedzenia mięsa!

Grudzień 6, 2016

Argumenty ekologiczne, medyczne, społeczne a nawet filozoficzne. Każdego przekonuje coś innego! Czas na fleksitarianizm, czas przeanalizować swoje motywy!

“Za bardzo nie lubię” – to dość prosty, rzec by można prymitywny, argument przeciwko spożyciu mięsa. Sorry, ale w moim przypadku tak się właśnie zaczęło. Przyznaję więc, że miałem łatwiej. Co nie oznacza, że mięso nie było częstym gościem w moim jadłospisie. Kiedy człowiek jest zwyczajnie głodny szuka dobrego sposobu, by stać się sytym. A dla mnie ten schemat też głównie oznaczał mięsną potrawę. Na myśl przylatywał kurczak lub indyk, a czasem podpływała ryba. Nauczyłem się je przygotowywać, znam ich smak, wiem jakich przypraw użyć, co dodać, by urozmaicić danie, wiem co szybko da fajny efekt na talerzu. I tak pewnie jest z większością ludzi na świecie, dla których mięso jest, tak po prostu, częścią życia. Tymczasem fleksitarianizm oznacza nowy styl życia, bez twardych zasad i reguł, ale z mniejszą ilością mięsa!

Jakie mam motywy?

A co tam! Zbieranie argumentów za byciem fleksi zacznę nieklasycznie. Ale to jeden z ważniejszych moim zdaniem powodów, dla których można zmienić swoje menu. Otóż trzeba poznać kogoś wege. To motywuje. Tak było w moim życiu. I była to od razu zmiana na wegańskie, a nie tylko wegetariańskie myślenie. Nagle okazało się, że są w mieście restauracje bez grama mięsa i dające zjeść pysznie. Poznałem sklepy, gdzie sprzedają produkty, które mogą zastąpić owego klasycznego kurczaka. Trzeba tylko wiedzieć jak to zrobić i próbować. W pewnym momencie zacząłem nawet piec wegańskie ciastka czekoladowe (link do przepisu na dole). Taka osoba naprawdę pomaga, bo łatwiej jest nam iść w nieznane z kimś, kto był już tam, gdzie zmierzamy.

Oczywiście do katalogu motywów za ograniczeniem mięsa musi wejść wiedza o tym kogo jemy. Trudno pominąć fakt, że świnia ma anatomię najbardziej podobną do ludzkiej. Że krowa to piękne i czujące zwierzę, które powinno wypasać się i muczeć na zielonych łąkach, a nie czekać na śmierć w małej zagrodzie. Że kura to przecież biologicznie taki sam ptak jak orzeł z herbu, dumny paw czy gołąb, który usiadł na parapecie za oknem. One wszystkie dokładnie tak samo odczuwają stres, głód, wszelkie złe emocje, a już tym bardziej nadchodzącą śmierć. Tak z resztą jak gatunek, który je zjada. Oczywiście lew na afrykańskiej sawannie nie ma wyboru i musi zjeść zebrę. Ale ja nie jestem lwem, więc mogę ograniczyć liczbę zjadanych zebr.

Tu do głowy przychodzi wiedza o masowości produkcji tego, co z mięsnych produktów mamy dziś w sklepach. Jakość niestety drastycznie spada. Nie sposób już uniknąć czytania ile składników dodatkowych jest w tym, co kupujemy. Od hodowli po gotowy produkt mięsny, to co powstaje faszerowane jest substancjami, które obniżają wartość odżywczą. Liczy się waga. Dane z USA mówią, że 80% antybiotyków sprzedawanych za oceanem trafia do zwierząt gospodarskich. Dla mnie spadek jakości mięsnych produktów jest tak widoczny, że już nie chce mi się szukać normalnych składników na ich etykietach.


 Polecam portal dla aktywnych fizycznie www.naukaifitness.pl


Mięso na Twoim talerzu nie służy naszej planecie 

Do tego wszystkiego przekonują mnie argumenty pokazujące drastyczne różnice w efektywności produkcji jedzenia. Jeśli do wytworzenia 300 gramów pszenicy potrzeba 390 litrów wody, a żeby uzyskać 300 gramowy stek, trzeba zużyć aż 4650 litrów, to słowo „susza” nabiera nowego znaczenia. Jeden weganin może przez rok przeżyć z obszaru około 700 metrów kwadratowych. A wegetarian potrzebowałby nieco ponad 2000 metrów. Pole osoby mięsożernej ma już około 12 tysięcy metrów kwadratowych. Według danych Banku Światowego 91% zniszczeń terenów Amazonii spowodowanych jest przez hodowlę zwierząt. A ludzie cięgle potrzebują nowych terenów pod pastwiska i uprawy pasz.

Argumentów może być w sumie tak wiele ilu jest argumentujących. Dla niektórych najważniejsze będzie to, że już teraz zwierzęta gospodarskie odpowiadają za wydzielanie 18% gazów cieplarnianych, czyli mają większy wpływ na zmiany klimatu, niż to co trafia do atmosfery z całego transportu! Często do redukcji spożycia mięsa przekonują bardzo emocjonalne filmy pokazujące pracę rzeźni. Czasem trochę zbyt późno, to lekarz każe nam zredukować ciężkostrawne i mające duży wpływ na naszą przemianę materii mięso. Z kolei na szkolnych lekcjach biologii powinien paść argument wynikający z wiedzy o piramidzie troficznej, że najmniej negatywnych składników akumulowanych w pożywieniu ma to co roślinne, a najwięcej to co pochodzi od mięsożerców. Ciało zwierzęcia zawiera zarówno to co było w jego roślinnym pokarmie, jak to, co pochłonęło w czasie swojego życia.

Ten wpis mógłby być jeszcze dłuższy… ale nie chodzi w nim o to, by z mięsa zrezygnować całkowicie. To biologicznie pokarm człowieka. Ale mamy XXI wiek, wiedzę o tym co dzieje się wokół nas, pomysły na inne dania niż te sprzed lat i tylko chęci dzielą nas od tego, byśmy byli zdrowsi. A przez to zdrowsze będą nasze zwierzęta i nasza cała planeta. Mnie to przekonuje.

Paweł


PS na zdjęciu poniżej pyszna sałatka z bobu, zielonej fasolki i grzybów

Motywy


Wspominany wyżej przepis na: wegańskie ciastka czekoladowe


Polecam wpis o: efektywności produkcji jedzenia

 

Reklama

2 comments

  • BasiaP

    Styczeń 9, 2017 at 7:43 am

    Bardzo dobry artykuł, zgadzam się w 100%! Jak moja mama zachorowała na raka, jedną z rad jakie dostała od lekarza było, żeby nie jadła mięsa, szczególnie wieprzowiny, bo jest pożywką dla komórek rakowych! Niestety to już jej nie pomogło, ale od tamtej pory bardziej zaczęłam interesować się tym, co ląduje na moim talerzu, mocno ograniczyliśmy z mężem spożycie mięsa, czasem zjemy indyka, ale nauczyliśmy się jeść takie pyszne potrawy bezmięsne, że mięso już nam wogóle smakiem nie odpowiada :/ a wieprzowiny nie jemy wogóle, chyba, że u kogoś, z grzeczności (jeśli ktoś nie wie, że nie jemy takiego mięsa, a akurat takie danie wyszykuje…) a wędliny i parówki to już jest wogóle istna tragedia 🙁

    • admin

      Styczeń 9, 2017 at 8:09 am

      Dziękuję za cenny komentarz. Życzę zdrowia dla wszystkich członków rodziny 🙂

Comments are closed.


Cześć, mam na imię Paweł

Z wykształcenia jestem magistrem biologii i dziennikarzem. Od 2016 roku mówię również o sobie: fleksitarianin. Trochę to wyszło z przypadku, kiedy natknąłem się na ten termin gdzieś w sieci. Nagle okazało się, że przez całe życie pasowałem do definicji, której nie znałem.

Na blogu dzielę się swoją wiedzą dotyczącą ograniczenia jedzenia mięsa, bo wiem, że nie jest to łatwy temat. Codziennie szukam kulinarnych inspiracji i śledzę rozwój naukowej wiedzy o dietach, żywieniu i ochronie środowiska naturalnego.


Kontakt