Alternatywy 4, czyli co zamiast zwykłych chipsów

Marzec 29, 2017

Te klasyczne, ziemniaczane, tłuste i przez to bardzo kaloryczne chipsy, to już przeszłość.

Kiedyś znalezienie alternatywy dla przekąsek na imprezę lub spokojny wieczór przy filmie graniczyło z cudem. Tylko popcorn przychodził na myśl. Nawet jak już w sklepie udało się coś wypatrzeć na półce, to kontynuacja tego wpatrywania się, wymuszała przetarcie oczu ze zdziwienia. 5 złotych za małą paczkę ekochipsów?

Dziś, każdy kto je z głową, ma spory wybór przed sobą! Ten rym to radość z tego co znaleźć można w dziale przekąsek w sklepach lub przystawek w barach i restauracjach. Stąd moja lista 4 najlepszych, bo zdrowych i tylko trochę droższych, alternatyw dla zwykłych chipsów!

Ze względów edukacyjnych dodam, że tradycyjne chipsy to po prostu ziemniaki smażone na słabej jakości tłuszczu, obsypane przesadnie dużą ilością soli. Lekarze odradzają je wszystkim, szczególnie ludziom z problemami sercowymi i kobietom w ciąży. W sieci pojawiają się już nawet głosy, że na paczkach zwykłych chipsów powinny być napisy o ich trujących właściwościach. Tak jak to jest na przykład na papierosach.

ALTERNATYWA 1

Chipy warzywne
– są kolorowe
– mają kilku lub kilkunastoprocentowy dodatek suszonych warzyw, takich jak marchewka, burak, szpinak czy brokuły
– mają kilkadziesiąt razy mniej tłuszczu
– są pieczone a nie smażone

ALTERNATYWA 2

Chipy z tapioki
– są lekkie
– jak nazwa wskazuje, powstają  z tapioki, czyli produktu skrobiowego, przypominającego mąkę, który otrzymuje się z manioku jadalnego (taka roślina)
– są bezsmakowe, więc wszystko zależy od tego jakiej przyprawy do nich dodamy

ALTERNATYWA 3

Chipy owocowe
– to zwykle suszone owoce w plasterkach, przede wszystkim jabłka
– produkuje się je ze specjalnie wyselekcjonowanych, wolno ciemniejących odmian owoców
– zwykle nie mają dodatku barwników czy konserwantów

ALTERNATYWA 4

Chipsy kokosowe
– to suszony miąższ kokosa
– występują między innymi w wersji prażonej lub bez żadnej obróbki cieplnej

Reklama


Cześć, mam na imię Paweł

Z wykształcenia jestem magistrem biologii i dziennikarzem. Od 2016 roku mówię również o sobie: fleksitarianin. Trochę to wyszło z przypadku, kiedy natknąłem się na ten termin gdzieś w sieci. Nagle okazało się, że przez całe życie pasowałem do definicji, której nie znałem.

Na blogu dzielę się swoją wiedzą dotyczącą ograniczenia jedzenia mięsa, bo wiem, że nie jest to łatwy temat. Codziennie szukam kulinarnych inspiracji i śledzę rozwój naukowej wiedzy o dietach, żywieniu i ochronie środowiska naturalnego.


Kontakt