Jarmarki świąteczne w Monachium

Grudzień 29, 2016

Wino, które daje blask, strucla bożonarodzeniowa i smakołyki w cukrze jakich się nie spodziewacie. A do tego nawet klasyczna niemiecka kiełbasa w wersji „bio”.

W sumie nawet nie wiem co mnie najbardziej zaskoczyło. Czy widok Niemców idących ulicą i trzymających w rękach długie „wursty” w wersji ekologicznej czy kwiaty róży w cukrze?  Ale po kolei.

Monachium jest jednym z kilku niemieckich miast, gdzie na Święta Bożego Narodzenia, na placach i skwerach powstają w wielu miejscach świąteczne jarmarki. Jest między innymi ten przed ratuszem, jest taki średniowieczny, a muzyką na żywo i karuzelą zaprasza również jarmark chiński.

Święta są przecież zimą. Zima to mróz. Wszystkie niemieckie jarmarki są więc na to gotowe. Każdy odwiedzający musi wypić na rozgrzewkę Glühwein. W dosłownym tłumaczeniu, to wino, które daje blask. Niemiecki świąteczny grzaniec zwykle wytwarza się z czerwonego wina, doprawionego laską cynamonu, goździkami, anyżem, owocami cytrusowymi (głównie pomarańczami), z odrobiną cukru i wanilii. Od kilku lat czerwony grzaniec ma kompana w menu budek z winem. Ta biały Glühwein, oczywiście na bazie białego wina. Próbowałem obu i jako fan białego wina na co dzień… wybieram tradycyjne czerwone wino dające blask…

Z Glühwein wiąże się też podstawowy jarmarkowy suwenir, jaki można zabrać do domu. Na każdym jarmarku wino sprzedaje się w specjalnych kubkach z żetonem. Kto nie chce kubka, po wypiciu wina, oddaje go z owym żetonem i dostaje z powrotem kilka euro. Gadżeciarze w jedne święta mogą więc mieć kilkanaście różnych kubków na pamiątkę!

Skoro jest picie, to musi być też jedzenie. Do słodkiego w sumie wina, Niemcy jedzą… słodkie ciasto marcepanowe. Strucla ma charakterystyczny kształt, sporo marcepanu w swoim wnętrzu i kilka odmian w zależności od tego czym wzbogacimy wypiek. Może pomarańcze, może rum, może wanilia?

Słodkich przysmaków na niemieckich jarmarkach jest więcej. Najwięcej jest… cukrowych oryginalności. Stragany a nawet całe sklepy oferują zatopione w cukrze owoce, ale i kwiaty. Na wagę lub w specjalnych bombonierkach kupić można plasterki pomarańczy, liście mięty, kawałki liczi oraz kwiaty fiołków, róży czy lawendy. Wybór jest przeogromny.

Oczywiście w jadłospisie większości przechodniów musi być „wurst”. Zapach tej niemieckiej kiełbasy niesie się po mieście jak drogowskaz. Nie wiesz gdzie znaleźć kolejny jarmark? Smażona kiełbasa doprowadzi Cię do celu! Ale tabliczki na wurst-owych budkach i straganach wzbogacają się od jakiegoś czasu o słowo „bio”. Czasem to kwestia najwyższej jakości mięsa, czasem sojowa wariacja na temat kiełbasy. „Bio” przyciąga jak magnes. Ludzie kupują i chodzą ulicami trzymając w ręku czasem kilkunastocentymetrowe kiełbasy umorusane w dziwnych sosach. Widok jest boski (i zapiera dech w piersiach, bo zdjęcia nie zrobiłem).

Tłumy tubylców jak i turystów podziwiają na monachijskich jarmarkach wspominane świąteczne przysmaki ale też choinkowe ozdoby, oryginalną biżuterię, dziwne rzeźby, ręcznie robione elementy garderoby i tysiące innych rzeczy, których nie da się skategoryzować.

Kulinarnych ciekawostek było oczywiście o wiele więcej. Dlatego pewnie z tematem niemieckich świątecznych jarmarków i tego co można tam zjeść i wypić, będę jeszcze wracać…

Reklama


Cześć, mam na imię Paweł

Z wykształcenia jestem magistrem biologii i dziennikarzem. Od 2016 roku mówię również o sobie: fleksitarianin. Trochę to wyszło z przypadku, kiedy natknąłem się na ten termin gdzieś w sieci. Nagle okazało się, że przez całe życie pasowałem do definicji, której nie znałem.

Na blogu dzielę się swoją wiedzą dotyczącą ograniczenia jedzenia mięsa, bo wiem, że nie jest to łatwy temat. Codziennie szukam kulinarnych inspiracji i śledzę rozwój naukowej wiedzy o dietach, żywieniu i ochronie środowiska naturalnego.


Kontakt